Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wierszyk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wierszyk. Pokaż wszystkie posty

sobota, 20 grudnia 2014

Facet w swetrze

[Prolog]
Pieczołowicie dzięcioł napieprzał w pień,
jawił się bezsprzecznie przesrany dzień. 

[Akt I]
Wszedł men bez krawatu,
co go kupił bez VAT-u.
Kochanka też chciała,
bo niedługo płeć zmieniała. 

Wszedł facet w kapciach,
by zrozumieć, że obciach.
Wykręcił na ręcznym,
odjechał na wstecznym. 

Wszedł facet w szelkach.
Uciskały na żeberkach.
Za nim wszedł głupi po prostu,
co miał mniej wzrostu niż zarostu. 

Wszedł chudy w podkoszulku.
"Mówcie mi Hoganie Hulku".
Jeden się wczuł w rolę.
"O matulku, matulku!"

Aż wreszcie...

Wszedł facet w swetrze.
Wypuścił powietrze.
Powietrza było zbyt mało.
Mało co przetrwało. 

[Akt II]
Wszedł kryminolog...
Wysłuchał monolog...
Wystawił trzy zgony...
Wyszedł zadowolony...
...do dzieci i żony.

[Epilog]
Dotarła pokojówka na drugą zmianę.
I było pozamiatane.




Ilustracja - http://zycie-na-kreske.blogspot.com/ - za zgodą autorki.

poniedziałek, 28 stycznia 2013

Fraszka na Adama Małysza (przepraszam, na Mickiewicza)



[Prolog]
Gdy Mickiewicz był stary i miał chore nery,
a włosów stan to 44 - to wybrał się do Czarnolasu
i siadł pod Jana lipą. Myślał, że tam coś może jeszcze wymyśli.
Myślał i myślał - aż się zapowietrzył. Zatem się mylił.


Prawie dwieście lat później, pod tą samą lipą,
kochała się heteroseksualna para.
Ona (hetera) obiecała mu swe usta,
ale on (chytr) wybrał resztę całą.


I gdy w ten sposób poczęty - Adam - odrodził się w XXI wieku..
..to wymyślał!
Wymyślał! Wymyślał!!! Nawymyślał sąsiadom!
Imaginował po Urzędach! Wymyślne nosił skarpety,
wymyślnie jadał i na pomyślność popijał!
Raz na trzeźwo władzy zwymyślał!
Improwizował na Wikipedii - niczym Chopin na fortepin'ie!
Wymyślił zakończenie "Romeo and Juliet" Szekspira - nim pojawiło się w kinie.
I zmyślał przed jedną i drugą dziewczyną!


I tu na Adasia zaczaił się koniec marny,
gdyż dziewczęta miały jeden wspólny telefon stacjonarny.


[Morał]
A mógł przecież wybrać prostolinijne życie,
bułkę, wąsik, banana i narty!


[Epilog]
Nasz Adaś! Leci! Leci! Leci mu krew z nosa..
Punkt konstrukcyjny trwale przesunięty..


- Rok pański dwa tysiące fafnasty, Tatry, Nosal

środa, 27 czerwca 2012

Wierszczyk o polskiej nie-Dolly



Polscy naukowcy wyhodowali sztuczną owcę z DNA człowieka.
Nic nie robi, nic nie umie, głównie narzeka.
Nie lubi w kolejce na dwóch nogach czekać,
sałatę na czarno bez skrupułów skubie,
i czasem przy wszystkich zamiast meczeć - beka.
Albo upieprzy się błotem i alkoholem od niej jedzie,
żre jak świnia przy czwartkowym obiedzie.
I jak nie owca - gdy może - świntuszy,
i te świńskie uszy,
i tyle tej tuszy.
Wełny to nawet na czapkę z daszkiem nie starczy.
Słowem wieprz jakiś, a nie druga owca Dolly
- gremium polskich naukowców już trymestr biadoli.

Profesorze - komercyjna dziennikarka zapyta
- skąd taka draka?
- Podanie o owieczkę bożą na sklonowanie złożyłem,
fundusze się skończyły, przysłali warchlaka.
Zapierał się, że żony nie bije i alfabet włącznie z ĘĄ zna
i że nie ma bardziej rodowitego jak on Warszawiaka.
I że polski kartofel nad niemiecki ziemniak ceni,
i że gdyby mógł
to by tych wszystkich z góry posłał do ziemi
- tej ziemi.
I, że w telewizji marzył występować,
ale Bielsko Białą z Białą Podlaską mylił
i Podwawelską,
więc kazali się mu pakować.
I na koniec powiedzieli,
że w umowie stało,
że miał być Andrzej Chyra,
ale ktoś kto CV z WC myli,
przysłał  im takiego świńskiego ryja.
- I co dalej z badaniami panie Profesorze?
- A niech tego barana
- wiperza przepraszam
- smog nad Krakowem pożre,
Cię Boże ślicznie prosię,
ghmm, proszę.
Marzę jeszcze by przed kresem życia sklonować Śp. Mikołaja ze Fromborka,
tj. Kopernika.
By dziatkom na boże narodzenie gwiazdkę z nieba wskazał.
Życzę sobie by żaden dziad z Wiejskiej ku temu polskiej nauce nie przeszkadzał.
Już wysłałem podanie do kurii w Toruniu o gnaty Kopernika.
(Ktoś  w kurii pytał, czy mam numer konta.. Tadeusza Rydzyka).

Rok później świat obiegła informacja krótka.
W Toruniu,
gdzieś w Polsce nad Wisłą chyba
- skolonowano!..
a jakże!..
starego piernika. 

czwartek, 30 lipca 2009

Wierszczyk o kleszczu


(czytać na głos i ze zrozumieniem)


Raczył kleszcz w raczych kleszczach zakleszczyć się,
i tak doń rzecze: uraczyłbyś raku kleszczą klacz kąpielą w rzece?!

Niedorzeczne! Precz! Nie racza rzecz by jakaś kleszcza klacza na spacerze ujeżdzała była wstecz zacne racze pancerze i to rzekomo ku rzece. O wody gruntowe i o rzeko ma! Choćm nieuszczypliwy raczej rak i życzliwy, zacznę tak: - wszak nie wierzę, nie wierzę, nie wierzę!

A od raka ma rada jest taka, iż: jeślisz leszczu, kleszczu, rychło weź w kompanię sobie wesz i w tę kąpiel ją że wlecz, a z oczu mnie zejdź!

Może i żywiąc urazę do całej raka generacji, kleszcz usłuchał był nieco raczych racji bez argumentacji. Ruszył żywo w stronę wioski wszawej luminacji, słysząc za sobą jeszcze echa raka raz po raz lamentacji: Nie-do-rzeczne, że-ku-rzece!... kleszcz-jakiś-bez-reputacji!... gdzieś-tamże!... weź-że-wesz-se-wlecz!...

Lecz kleszcz doszliwszy do domu wszy, rozejżywszy się wszech, a wszy nie zastawszy, spuścił tylko kleszcza klacze uszy i skończył swój upokarzający dzień - niewykwintnie szczerze wyznawszy, bo:
...przekląwszy rzeczownikiem na "k" jak "kleszcz" cichutko i posmutniawszy.





wtorek, 14 lipca 2009

Level 30



Nie zmieniłem się na lepsze i nie wiem, czy umiem pisać wiersze jeszcze, czy kochać gniewnie, wszystko blaknie, blednie, potok słów czułych wypierają brednie. Do tych pagórków leśnych - wstęp mam zabroniony, rezerwat dzikich zwierząt, a ja udomowiony. Do tych pól zielonych - też mnie nie ciągnie, alergię mam chyba, kicham potwornie, ciągle. Cztery litery lubią koła cztery. Wybieram asfalt, karetę firmową i stereo. Opona rośnie, licznik aktywności fizycznej wskazuje zero. System kosmicznej nawigacji nie wynosi ludzkości na orbity marzeń tylko do najbliższej stacji. Sprowadza na ziemię wzrost ceny paliw. Dusza już nie chce do raju - chce eurodolarów. Już nie (kur)częstochowa, tylko (kur)warszawa. Już nie z dziada pradziada, a z dziś na wczoraj wszystko. Już nie domowe, a integracyjne ognisko. Życie w biurze, a w domu spanie. Nie gotowanie tylko wrzątkiem chemii zalewanie. I choćby przyszło tysiąc atletów to żaden nie skosztuje - takie to świństwo. Czasem coś strzyknie, czasem coś gruchnie, czasem zaboli, czasem opuchnie. Czasem coś zapomnę albo umknie mi samo. Bo PIN ma cztery cyfry tylko, podczas gdy babci telefon siedem aż, o rany. Dzwoniłem do babci, gdy byłem mały - potem źli ludzie z banku kartę mi wydali - kredytową. Myślałem, że mam samodyscyplinę, a teraz mam długi. Broni mnie Minister Zdrowia przed skutkami palenia. Uchroń mnie Ministrze Finansów od zadłużenia! I gdybym tak miał lat mniej, a mam niemało, wymyśliłbym jakiś logiczny koniec i żeby się zrymowało.

poniedziałek, 13 lipca 2009

W dzień targowy..

Po co wasze swary głupie,
I tak skończymy w czarnej dupie!

wtorek, 7 lipca 2009

(Czytaj z nawiasami lub) Bez


Zebrałem myśli i: Myśli przewrotne postawiłem na oknie (na parapecie), może fikną i zlecą w przeciągu (minut paru) na dół (oto myśl długa: niteczki, makaron). Innym ciągiem (skojarzeń) dowiązałem doń bagaż nieprzyjemnych doświadczeń (ze zdarzeń). Doświadczy (wszy) teraz kto inny tego złego (i się na dnie znajdzie) komu (gdy mu) to wszystko na (chodnik, na) łeb (na amen) spadnie. Tyle myśli niepokornych (zamiast na oknie) zastawiłem przeciw kornikom robalom (na personoidalną wojnę), co mi w szafie szafę zjadają (od tylca, jak sklepowa dajka daje menelowi łyk żywca). Bo ja mam całe życie (na lotniska płycie) zaszufladkowane i przemyślane (gdzie chudnięcie, gdzie tycie). I taka szafa to grunt do funkcjonowania. I łóżko do wysypiania (wobec świateł niemania). Wyściełane całe kosmatymi myślami, czyni spanie przyjemniejszym (zalecane) nocami. Myśli o jedzeniu - tępione błyskawicznie. Światełko w lodówce zapalam, gaszę, powtarzam, rytmicznie. Najgorsze są takie myśli o miłości. Jednych czerwone roznieca, mnie po byku złości (do kości, do komory i przedsionka i do ósmej : zero zero pierwszego w szkole dzwonka). O popełnionych błędach (znowu bykach - w główkowaniu) też bym wolał zapomnieć, bo przypominane (dranie!) ranią. A rano to już nic nie pamiętam, bo myśl przewodnia (dwutorowa a trójfazowa), odpływa gdzie jej znaczniej, wygodniej, (i) gdzie niższy mierzą potencjał (i gdzie wódka lepsza i gdzie płucze wodę Wenecja). A mój akurat rano potencjał umysłowy jest większy niż (standardowy) dwusłowy z mądrej głowy (głowy od trzy procent tłustej polskiej ajax krowy). Takiej głowie dość dwusłowie (może tylko Norwegowie), zatem resztę (wreszcie) moich własnych (w dobrej wierze) myśli (słotych pakowanych po pięć) złotych przekazuję (na wzajemność licząc i na PIT-ie se odlicząc) w dniu dzisiejszym (czytaj: dobie) przekazuję (złotko) Tobie. :)